Hale stalowe to przykład zachodniego know-how, jakie sprowadzono do nas po 1989 roku

Super- i hipermarkety, magazyny, warsztaty, salony meblowe i samochodowe, obiekty sportowe, produkcyjne - z pozoru nic je nie łączy, gdyż dotyczą różnych sfer działalności gospodarczej. Jednak wszystkie te dziedziny bazują na jednym rozwiązaniu, które zrewolucjonizowało budownictwo przemysłowe. Chodzi o technologię lekkiej obudowy i wznoszone według niej hale stalowe.

To rozwiązanie pozwala budować obiekty przemysłowe dużo szybciej niż dotychczas. Hale stalowe da się postawić w 30 dni, czyli czasie zupełnie nieosiągalnym dla tradycyjnej, tj. murowanej, technologii. Wiedzą o tym przedsiębiorcy, którzy stają przed koniecznością rozbudowania zaplecza i zwiększenia mocy produkcyjnych. Obiekty ze stali i płyt warstwowych pozwalają zwiększyć potencjał firm.

Hale stalowe to pomysł, który przywędrował do nas z Zachodu. Gdy zmienił się ustrój i otwarto granice, do Polski zawitał zagraniczny kapitał oraz tamtejsze know-how. Dla firm z Niemiec, USA, Wielkiej Brytanii, Skandynawii czy Izraela budynki z płyt warstwowych były standardem stosowanym od dziesięcioleci.

Technologia szybko zdobyła uznanie rodzimych biznesmenów, ponieważ pozwala bardzo szybko postawić solidny, trwały obiekt, który można dowolnie zagospodarować. Dziś trudno spotkać gminę, w której nie stawia się hal stalowych z przeznaczeniem produkcyjnym, handlowym, magazynowym, usługowym albo rzemieślniczym czy nawet sportowym. Obiekty budowane w technologii lekkiej obudowy powstają jak grzyby po deszczu.